Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X

Prasa o spektaklu

Teatr Powszechny im. Jana Kochanowskiego w Radmiu jest pierwszym, który wystawił na scenie „Szachy” (…). Utwór poety z Czarnolasu czekał na adaptację aż 440 lat.
(…) Jednak mimo starań trudno uznać premierę „Szachów” za udaną. Zbyt trudny język poematu sprawił, że publiczność z trudem nadążała za przebiegiem akcji. W dodatku nie została pokonana bariera czasu. Otóż rekonstrukcja partii szachów na podstawie poematu ma aż 75 ruchów. Tymczasem figury zmieniali na dużej szachownicy dwaj młodzi aktorzy chodząc po drabinie. Rozegranie w ten sposób całej partii szachów zajęłoby ponad godzinę, a aktorzy wyrecytowali tekst w 30 minut.
Te wszystkie mankamenty sprawiają, że premiera „Szachów” pozostanie raczej ciekawostką dla historyków teatru.

Zbigniew Bak, Przegrana na szachownicy, „Echo Dnia” 2004, nr 138 z dn. 16.06.

 

(…) Nie jest to ani najlepsza, ani najciekawsza powiastka Kochanowskiego. Na dodatek zrobiono ją bardzo statycznie. Formuła, aby udawać, że to przedstawienie jarmarczne, była może i dobra, ale nie doprowadzono jej do końca. Tu zapalają się tylko pochodnie, na prawdziwym jarmarku wszystko grało, dźwięczało i wywijało fikołki. Nie mogło być mowy ani o chwili nudy. I trzeba było iść na całość – niechby i u nas gra w szachy odbywała się wielkimi żywymi figurami a rycerze naprawdę grzmocili się po łbach i siał trup szlachty.
Doceniam wysiłki aktorów: Włodzimierza Mancewicza (narrator) i Blanki Kaczorowskiej (królewna), bo niełatwo opanować taki archaiczny język, i na owacje i tak nie mogli liczyć. Zresztą nie miał kto klaskać. Na wydział ekonomiczny politechniki, gdzie odbywało się przedstawienie, przyszło może ze 30 osób, z czego 10 z obsługi teatru. Całe szczęście, że nie padało.

Renata Metzger, Trzeba było iść na całość, „Gazeta Wyborcza” (Radom)  2004, nr 232 z dn. 2-3.10.