Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X

Zakonnice też potrafią bawić!

04.03.2011

 

"Siostrunie" w Teatrze Powszechnym w Radomiu to ciepła i bezpretensjonalna komedia, której bohaterkami są... siostry zakonne!

Wydawać by się mogło, iż spektakl o pięciu zabawnych zakonnicach i to w dodatku spektakl komediowy, co więcej, spektakl muzyczny (!) w polskich warunkach, z racji wszechwładnie obowiązującej w życiu społeczno-politycznym zasady decorum (czyli odpowiedniości tematów do osób i sposobów ich portretowania), zaistnieć nie miałby szans. A tu proszę - udało się! Musical ma swój rodowód, rzecz jasna, za oceanem. Jego autorem jest amerykański scenarzysta i reżyser Dan Goggin. Powstałe w połowie lat 80. ubiegłego wieku „Siostrunie" szybko stały się przebojem scen tzw. off-Broadway'u. Radomską premierę przygotował Maciej Korwin, reżyser wielu muzycznych przedstawień, dyrektor Teatru Muzycznego w Gdyni, miejsca, w którym „Siostrunie" miały kilka lat temu swoją polską prapremierę.

Spektakl ten właściwie nie ma fabuły. Można powiedzieć, że składa się z krótkich scenek - występów, których bohaterkami, a może raczej „gwiazdami" są siostry zakonne. Co zmusiło je do wzięcia udziału w estradowych popisach? Otóż jedna z sióstr - kucharka, ugotowawszy grzybową zupę struła na śmierć niemal cały klasztor. Przy życiu została jedynie garstka zakonnic, która - pochowawszy większość sióstr - musi „zarobić" na kolejne pogrzeby, na które zabrakło funduszy. Na szczęście wspomniane perypetie, związane z niefortunnymi kuchennymi przygodami zostają widzowi oszczędzone, a jedynie przytoczone w zwięzłej opowieści. Sednem spektaklu są, ku naszej radości, popisy piątki najbardziej uzdolnionych sióstr. Program artystyczny jest doprawdy bogaty w rozmaite formy ekspresji: śpiew (gospel, ale i rap!), taniec (m.in. step!), dowcipy (np. o... Bogu!) oraz, tworzące luźną fabułę, osobiste perypetie zakonnic. Akcja tego niecodziennego show dzieje się w dość nietypowej scenerii, która jednak ma swoje, immanentne, uzasadnienie. Tłem popisów jest sala gimnastyczna wynajęta przez organizatorki na czas występu. Wszystkie numery są zatem ogrywane w towarzystwie drabinek, kozłów, hula-hopów, skrzyń, materacy etc. Trzeba pogratulować twórcy scenicznych dekoracji Jerzemu Rudzkiemu - zaskoczenie widza murowane.

Aktorki Teatru Powszechnego w Radomiu poradziły sobie ze swoimi śpiewająco tańczącymi rolami wręcz koncertowo, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, iż nie występują na co dzień w teatrze muzycznym, a dramatycznym! To właśnie aktorki są podstawą sukcesu musicalu - dzięki nim niezbyt wyrafinowana akcja sztuki jest lekkostrawna i zabawna. Aktorki dodały swoim postaciom pewnych charakterystycznych cech, dzięki którym każda z sióstr na trwałe zapadła nam w pamięć. I tak: siostra Amnezja (świetna Ewa Gierlińska) rozczulała swoim błogim uśmiechem i gafami spowodowanymi czasową utratą pamięci, siostra Leo (Magdalena Pawelec) sympatię wśród widowni zyskała baletowym krokiem i marzeniami zupełnie nie-zakonnymi, siostra Roberta Ann (bardzo dobra rola Patrycji Zywert) wszystkich wokół energetyzowała i zachęcała do wspólnej zabawy, siostra Mary Hubert (Iwona Pieniążek) bawiła dowcipami, zaś siostra przełożona Mary Regina (Izabela Brejtkop-Frączek) do łez rozśmieszyła sceną palenia ziół. Na uwagę zasłużyli sobie również ci, którzy sprawili, że spektakl ten był pełnowymiarowym musicalem, czyli czwórka muzyków wykonujących podkłady na żywo oraz choreografka, Joanna Semeńczuk.

Na koniec należy zaznaczyć, że „Siostrunie" to nie jedyny muzyczny spektakl w repertuarze radomskiej sceny. Miłośnicy teatralnej zabawy i to dobrej zabawy (co nie zawsze idzie ze sobą w parze!) mogą wybrać się także na „Carmen Latina", „Skrzypka na dachu" czy „Piaf" - równie zajmujące, rozśpiewane i roztańczone spektakle.

A skoro mowa o publiczności to przyznam, że z niekłamaną przyjemnością obserwowałam jej reakcję na to, co działo się na scenie. Nieczęsto widuje się tak życzliwie zaangażowaną i przejętą sceniczną akcją widownię. To zasługa zespołu aktorów, realizatorów i przede wszystkim zasługa bardzo dobrej polityki repertuarowej dyrekcji teatru biorącej pod uwagę zarówno trendy istniejące w polskim teatrze, jak i możliwości artystyczne artystów nadających charakter i klimat przedstawieniom. Znakomitą atmosferę na widowni należy zawdzięczać także dojrzałości obywateli Radomia. Wydaje się, że radomska publiczność przychodzi do swojego teatru ze świadomością tego, czego może oczekiwać w zamian za kupiony bilet. Po obejrzeniu kilku spektakli mogę z czystym sumieniem przedstawienia Teatru Powszechnego polecić również i tym, co tej świadomości jeszcze nie mają. Wystarczy spróbować i pójść... chociażby na „Siostrunie".

Marta Odziomek
Dziennik Teatralny
04 marca 2011