Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X

Ten, co ma pietra

29.03.2011

 

Czasem to, jak siebie postrzegamy albo jak widzą nas inni, jest tylko naszą kreacją. Nie wiedzieć czemu, wmawiamy sobie pewne (nie zawsze pochlebne) opinie i tkwimy uparcie w przekonaniu, nawet takim, które uwiera. Reżyser Krystian Kobyłka na deskach radomskiego teatru postanowił uświadomić niektórym uparciuchom, że można przeciwstawić się powiedzeniu: jak cię widzą, tak cię piszą. Wystarczy tylko chcieć i próbować...

A jak powszechnie wiadomo: większość problemów z osobowością ma swoje źródło w dzieciństwie, więc przykład małego Tygryska Pietrka świetnie posłużył jako zobrazowanie problemu - na dodatek w formie skierowanej do najmłodszej widowni teatru.

Właściwa akcja przedstawienia rozpoczyna się w momencie, kiedy dzielne tygrysy zabierają Małemu jego spodenki w paski, pozbawiając go w ten sposób przynależności do grupy dumnych ze swej odwagi zwierząt. Od tej chwili na scenie ma miejsce pewnego rodzaju wędrówka w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: "Kim jestem?". Tytułowy bohater Pietrek ma prawo mieć wątpliwości, chociażby z tego względu, że w przeciwieństwie do innych tygrysów wszystkiego się boi zarówno w dzień, jak i w nocy. Ciągle słyszy jakieś odgłosy, które kojarzą mu się z niebezpieczeństwem. Wydaje mu się, że zewsząd coś na niego czyha. Można by powiedzieć, że bujna wyobraźnia płata mu psikusa i zamiast czerpać radość z niezwykłej umiejętności kreowania przeróżnych zjawisk, staje się "ofiarą" swoich wyobrażeń.

Wbrew pozorom Mały dobrze sobie radzi, bowiem odrzucony przez grupę tygrysich przyjaciół, rozpoczyna poszukiwanie (razem z widzem) innych przychylnych mu istot. Próbuje pozyskać sympatię polnej myszki, wydry, a nawet żołnierzy. I prawie mu się to udaje, gdyby nie pewne różnice, w jakie wyposażyła go matka, ale nie jego własna, tylko Matka Natura. Przecież nawet jako mały tygrys nie zmieści się w norce myszki, a pomimo czterech łap nie będzie pływał tak zwinnie, jak przystosowana do tego wydra. I w wojsku też się nie sprawdzi... A dlaczego? Bo w armii obowiązuje bezwzględna dyscyplina, a tygrysy są dzikimi, wolnymi zwierzętami, no i przede wszystkim należą do rodziny kotów, a te - jak wiadomo - chodzą własnymi ścieżkami.

Radomskie przedstawienie ma formę "zabawy" aktorów z wykorzystaniem lalek, masek i cieni. Niewątpliwie taki zabieg wpływa na pobudzenie dziecięcej wyobraźni i ciekawości. Główny bohater, w postaci przytulnego pluszaka, zostaje wykreowany dzięki Magdalenie Witczak, która przez cały czas "dotrzymuje mu kroku". Ukrywająca się pod maską mama tygryska stanowi swego rodzaju tajemnicę, tym bardziej, że to z jej powodu okazuje się, jaki naprawdę jest Pietrek... Wyrusza on w niebezpieczną podróż, której celem jest sprowadzenie lekarza do chorej mamy. Tym czynem przekonuje wszystkich, że jest bohaterem zasługującym na miano odważnego tygrysa, w związku z czym odzyskuje swoje spodenki w paski, uznanie przyjaciół, ale przede wszystkim wdzięczność kochającej matki.

Na scenie dużo się dzieje: aktorzy tańczą, śpiewają, zmieniają kostiumy, jeżdżą na rowerze, posługują się przedmiotami charakterystycznymi dla poszczególnych miejsc. Widzom (zwłaszcza tym najmłodszym) łatwo jest skojarzyć określone sceny ze znanymi rzeczami, ludźmi czy zachowaniami. Występujący zabierają nas w świat odzwierciedlający naszą rzeczywistość, chociażby na targ, gdzie można kupić jajka, kiełbasę, ale nade wszystko tworzą przestrzeń niezwykłą, niedopowiedzianą, owianą tajemnicą, bo zapewne niejedno dziecko zastanawiało się podczas spektaklu, kto skrywa się za kurtyną i dlaczego tygrysy zamieniły się w owce...

Diana Tomaszewska
Teatralia Radom
7 marca 2011